![]() |
N A T A S Z K A |
Akurat kiedy
kryształowa winda zamykała się za Tatusiem, wicher zawiał
ze zdwojoną energią.
Oszklone drzwi na taras, uderzone gwałtownym podmuchem, rozwarły się na oścież i w salonie w jednej chwili zrobiło
się bardzo zimno.
- Ojej! –
pisnęły spłoszone dziewczynki. – Ojej!
My się boimy!
Mamusia i
Babcia zaczęły je uspokajać, Dziadek zaś pośpieszył zamykać owe drzwi. Długą
chwilę mocował się z wiatrem,
który dwukrotnie wyrwał mu z rąk oszklone
skrzydła i trzaskał nimi z nieokiełznaną siłą; wtłaczając jednocześnie do wnętrza
pokoju strugi deszczu. Kiedy wreszcie wszystko się uspokoiło, pomieszczenie było
naprawdę wychłodzone, toteż Mamusia poprosiła córeczki, by ubrały się w coś
cieplejszego Sama też założyła swój ulubiony liliowy golf, w którym było jej
bardzo do twarzy. Babcia otuliła się chustą,
wydzierganą przez Ciocię
Wiesię, a dziewczynki pomknęły do sypialni. Tam odnalazły w szafie swoje golfy i kolorowe rajstopki, i – psocąc oraz zaśmiewając
się niemal do łez – poprzebierały się, czyniąc przy tym niemało bałaganu, który
skrupulatna Nataszka czuła się w obowiązku posprzątać.
Tymczasem w
holu na dole stał… Antoś! Buty miał zupełnie mokre,
podobnie jak spodnie,
bluzkę, i przewieszony przez ramię plecak. Także z jego ciemnej czupryny
spływały na biało lakierowaną posadzkę gęste strumyczki wody. Szczękał zębami i
trząsł się cały z zimna, a przy tym wyglądał na cokolwiek wystraszonego, choć to akurat starał się
ukryć.
- Ma wujek
pojęcie, co się wyrabia na dworze? – zapytał, niby to
zuchowato, wychodzącego z
windy Tatusia.
Ale Tatuś
nie dał się zwieść. I choć na widok siostrzeńca oczy mu się zaokrągliły, a ręce
załamały ze zdumienia, to natychmiast
zorientował się co chłopiec musiał przeżyć, przybywając do Juleczkowa właśnie
teraz, podczas tej niesamowitej burzy. Zwłaszcza, iż wyglądało na to, że przybył tu… sam?
- Sam
jesteś?
- Nooo… – zabrzmiała
niewyraźna odpowiedź. – Przyjechałem…
naaa… na tym, no… na rowerze Dziadka…
Aha. Tatuś w
lot pojął w czym rzecz:
- A mama
wie, że wyszedłeś z domu? – zapytał celnie. – W takie piekło? O! – błysnęło,
gruchnęło, świat cały zatrząsł się w posadach.
Antoś
podskoczył nerwowo i postanowił grać na zwłokę.
Zaszczękał więc
głośniej i wbił znaczące spojrzenie w sporą kałużę, jaka
utworzyła się wokół jego nóg. Ale nie
odciągnął tym uwagi Tatusia od najistotniejszej sprawy.
- Mama
wie???
- Noo…
nieee…
- No pięknie!
– złapał się za głowę Tatuś. – Ty natychmiast na górę, wytrzeć się i niech ci
dadzą jakieś suche odzienie, a ja już dzwonię.
I niemal
siłą wepchnął do windy próbującego coś powiedzieć chłopca, a sam pośpieszył do
telefonu.
Ojej! Jaki
rwetes powstał w salonie, kiedy doszczętnie przemoczony i siny z zimna Antoś
stanął w drzwiach. Mamusia pobiegła po wielki, puszysty ręcznik i zaczęła
wycierać biedaka, Babcia zjechała do kuchni po kolejny tego dnia dzban z gorącą herbatą, a Dziadek pośpieszył
dołożyć drew do kominka.
Dziewczynki zaś, które właśnie – przebrane już –
chciały zasiąść przy ławie, wróciły na poddasze, by wyszukać jakiś sweter i
spodnie, skarpety oraz bambosze dla kuzyna. I na nic nie zdały się jego
protesty, że przecież nie trzeba, bo przywiózł ubranie na zmianę.
- Mówisz o
tym? – upewnił się Dziadek, wyjmując z ociekającego plecaka ciężką od wody
bluzę.
No tak.
Antoś zamilkł i potulnie wciągnął na siebie obrzydliwe babskie fatałaszki.
Dobrze chociaż, że nie było na tym żadnych różowych motylków ani falbanek!
A potem
trzeba było jeszcze odgrzewać pierogi (na szczęście nie straciły nic ze swojej
smakowitości!) i – wreszcie zaczęto spożywać ten mocno spóźniony obiad.
Okazało
się, że największy apetyt ma Antoś.
- Nic
dziwnego – ocenił Tatuś. – Po takich przejściach…
Akurat znowu
błysnęło i po chwili trzasnął piorun.
- A właśnie
– chciał wiedzieć Dziadek – dlaczego w ogóle wybrałeś się, młodzieńcze, w drogę
na taką burzę???
- I to
kompletnie bez wiedzy Mamy? – dodał Tatuś.
- Jak to?! –
zakrzyknęły z identycznym przestrachem Babcia i Mamusia.
- Spokojnie,
już tam dzwoniłem. Jola ma gości; była pewna, że Antoś jest w
pokoju jej
teścia, Dziadek zaś myślał, że mały jest u niej. A on tymczasem objawił się w Juleczkowie!
- I to w
jakim stanie! – ze zgrozą dopowiedziała Babcia. Po czym popatrzyła na wcinającego
pierogi chłopca z mimowolnym rozczuleniem i
dołożyła mu solidną porcję.
- Jedz, jedz
– zamruczała łagodnie.
- Zostaniesz
u nas do jutra – powiedział takim samym tonem Tatuś i dolał mu soku z
mirabelek.
- A po co
właściwie przyjechałeś? – dopytywała z pełną buzią Zosia.
- I to sam,
i bez wiedzy dorosłych! – głos
Nataszki pełen był przygany i zarzutu.
- Bo nie
odbieraliście telefonu!!! – krzyknął wreszcie chłopiec, uporawszy się z
ogromnym kęsem. – A dzwoniłem i dzwoniłem, chyba z godzinę!
- Niczego
nie słyszeliśmy – wyjaśniła
przepraszająco Julka. – Grzmi przecież co chwila,
trzaska i wicher tak okropnie wyje…
- No!!! – pisnęła
Zosia – Chyba jest koniec świata! – i jeszcze mocniej przywarła do Mamusi, do
której boku i tak była już bardzo mocno przytulona.
- A… po co
tak dzwoniłeś i dzwoniłeś? – zaciekawiła
się Izusia, odkładając widelec i
wycierając buzię serwetką.
- No bo mam
sprawę do Julki.
- Jaką? –
chciały wiedzieć wszystkie naraz dziewczynki.
- Nooo…
Chodzi o Królika.
- O
Królika??? – teraz już zainteresowała się cała Rodzina, a blada zazwyczaj twarzyczka
Julki spłonęła gwałtownym rumieńcem.
- No tak -
westchnął Antoś, niechętnie wstrzymując się od nadgryzienia kolejnego, nabitego
już na widelec, pulchniutkiego pieroga. – Chciał, żeby zadzwonić do ciebie –
zwrócił się do
dziewczynki – i zapytać
czy może tu dzisiaj przyjść.
- Dzisiaj? A
dlaczego po prostu nie przyszedł? W taką pogodę? A po co? Z Trusią? –
Wszystkie te pytania zadano jednocześnie; tylko Julka milczała,
przesuwając wokół brzegu talerza ostatni stygnący kęs.
- O rety! –
zauważył w tym momencie Antoś. – Jakie
dziwne masz włosy!
- Babcia jej
obcięła – wyjaśniła pobieżnie Zosia. Po
czym powtórzyła swoje pytanie – Z Trusią?
- Tego nie wiem,
ale mówił, że ma jakiś prezent od swojej mamy, i żebym zadzwonił do Julki
- A dlaczego
on sam nie zadzwonił? – zdumiał się
Tatuś.
- A jak
wujek myśli? – zapytał z naciskiem Antoś.
- No tak! –
spostrzegł się Tatuś. – Pewnie dzwonił, tylko
nikt nie usłyszał telefonu! Ale – pokręcił głową z niedowierzaniem – że tyś się zdecydował przyjechać tu w taką
burzę…
- No! – zawtórował
Dziadek z nietajonym
uznaniem. – Szkoda tylko, że nie zapytałeś Mamy …
- No
przecież by mnie nie puściła!
Fakt.
A potem
Tatuś chciał jechać po Królika, ale Antoś powiedział, że nie trzeba, że
wystarczy zadzwonić, a jego Tata zaraz go tu przywiezie. Dziewczynki popędziły
więc do telefonu, a panowie sprzątnęli ze stołu,
jako że Dzień Matki trwał
przecież nadal. Następnie Dziadek wyjął z lodówki ogromną paterę wyładowaną
najróżniejszymi smakołykami, a Tatuś zaparzył kawę i herbatę. I wszyscy
zasiedli do deseru. Nikt jednak nie sięgał po ciastka, postanowiono bowiem
zaczekać na Królika i Trusię, dla których też rozłożono nakrycia.
Ale o tym,
czy goście rzeczywiście przybyli, oraz co i dla kogo Królik przywiózł w
prezencie, opowiem następnym razem.
Obiecuję.