![]() |
N A T A S Z K A |
Minęło kilka
dni. Pogoda w tym czasie znacznie się poprawiła; wszystkie
skwery, ogrody, a
nawet ulice Kowala rozkwitły tysiącami barw. Z każdego zakątka wyzierały na
świat zaciekawione główki kwiatów;
wszędzie słychać było radosne ptasie świergoty i brzęki zapracowanych
pszczół. Całe miasto tonęło w słonecznych promieniach i w słodkim zapachu róż i jaśminów.
I oto nastał
ów magiczny czerwcowy poranek, na który każdego roku czekają wszystkie dzieci –
i ludzkie i lalczyne; rzeczywiste i bajkowe, a nawet
dzieci zwierząt i roślin.
W salonie
Babci Marzenki cichutko było i senne, ponieważ pora była bardzo wczesna; ale
zaczarowana posiadłość od dobrej godziny
tętniła już bezszelestnym życiem. Bezszelestnym,
albowiem dziewczynki spały
jeszcze słodko; dorośli zaś starali się nie przerwać tego ich snu, dopóki wszelkie
przygotowania nie zostaną zapięte na ostatni guzik. Wszyscy czworo krzątali się
jak w ukropie – wszak miał to być pierwszy
Dzień Dziecka w Juleczkowie, i zarówno Rodzice, jak i Dziadkowie robili wszystko, by był on naprawdę niezapomniany. Wstali jeszcze przed świtem, gotowali, doprawiali i piekli. Nadmuchiwali baloniki, dekorowali, prasowali,
rozkładali na właściwych miejscach prezenty duże i małe. Tatuś, który otrzymał niedawno honorarium za książkę, cieszył się, że nareszcie może obsypać swoje córeczki podarunkami. W wielkiej tajemnicy zatem jeździł ostatnio do
miasta, a potem zamykał na klucz w garażu jakeś olbrzymie pakunki. Dziadek przez kilka dni szył coś po kryjomu z kolorowego pluszu i skrupulatnie wypychał to postrzępioną gąbką. Babcia każdą wolną chwilę spędzała nad maszyną
do szycia, rozstawianą bez przerwy na stole w jadalni; a wieczorami pracowicie migały z Mamusią szydełkiem bądź drutami, uśmiechając się przy tym zagadkowo i czule.
I oto teraz
– kiedy słońce na dobre już rozgościło
się na
niebie, w lodówce chłodniał
wspaniały tort i tężały pucharki z deserami, a wszystkie niespodzianki
rozlokowano na właściwych miejscach – teraz oto czworo podekscytowanych
dorosłych zasiadło wreszcie w salonie nad filiżanką zasłużonej kawy i zaczęło nasłuchiwać odgłosów z sypialni.
Pierwsza
obudziła się Izusia. Tej nocy to ona spała z Dziadkami na rozkładanym
tapczaniku
Nataszki (dziewczynki korzystały z tego przywileju kolejno, jedna po
drugiej, zgodnie z umową, która nie
dopuszcza do jakichkolwiek niesnasek). Zaledwie
odemknęła powieki, a już wzrok jej padł na coś pluszowego, przytulnego i orzechowego jak jej warkocze, o których Babcia mówi, że bardzo ostatnio ściemniały. Wyciągnęła rączkę. O. Jakie milutkie w dotyku. Usiadła. Owo coś było prześlicznym misiem, takim, którego można z całych sił przytulić i wszeptać mu w mięciutkie
uszko najtajemniejsze sekrety. Co też Izusia z miejsca uczyniła. A potem rozejrzała się uważne. Siostrzyczki jeszcze spały; obok każdej, na poduszce, leżał podobny miś, tyle że innego
koloru. (Nawet z kołyski Wiktorii wystawały mięciutkie różowe łapki). Posłanie Rodziców było już uprzątnięte, a na nim, równiutkim rządkiem, leżały cztery nowe sukienki – tak piękne, że aż dech zapierało. Na każdej sukience leżała para koronkowych skarpetek (szydełkowe arcydzieło
Mamusi), niżej zaś, na podłodze, ktoś ustawił wyczyszczone buciki dziewczynek. Po nich można było rozpoznać która sukienka do kogo należy. Sukienka Izusi uszyta była z różnych odcieni zieleni i ozdobiona srebrnym szlaczkiem.
Nataszka dostała sukienkę błękitną (bardzo lubiła ten kolor), Zosia czerwoną. A nad bucikami Julki leżała śliczna, liliowa sukieneczka ze złotymi zdobieniami.
- Ach! Ojej!
- Na te westchnienia i okrzyki otworzyła oczy najpierw Zosia, potem Nataszka i
Julka.
Teraz to już szczebiotom oraz uciszanym
wzajemnie popiskiwaniom i chichocikom nie było końca. Nic dziwnego, że obudziły
Wiktorię; na szczęście i tak nadeszła akurat pora przewijania jej i karmienia. A dziewczynki tymczasem dostrzegły jeszcze jedne sukienki, przewieszone przez oparcia biało lakierowanych krzesełek. Sukienki misternie wydziergano z prześlicznej, lekkiej wełenki, a do każdej dołączono równie piękny sweterek i parę zabawnych skarpet. Och!!!
Tyle prezentów! A to wcale nie koniec cudownych niespodzianek.
Zaledwie
bowiem – ubrane w swoje śliczne sukienki i każda z misiem na kolanach – zjadły
śniadanie, a już otrzymały zaproszenie na lody na Plac Rejtana. Albowiem tylko
tam, jak twierdził Tatuś, jest jedyna na świecie lodziarnia, w której podaje
się prawdziwe lody włoskie. Powstało
lekkie zamieszanie na temat: kto
powinien towarzyszyć dziewczynkom;
wreszcie uzgodniono, że Dziadkowie zostaną na gospodarstwie, a do miasta z córeczkami wybiorą się Rodzice.
Zwieziono
zatem wózek z Wiktorią, dziewczynki włożyły na główki swoje nowe kapelusiki
(prezent na Dzień Dziecka od Babci Marzenki), Mamusia również ubrała swój
ulubiony letni kapelusz i – wyruszono na lody. Tylko Tatuś jeszcze cofnął się
od furtki: zdjął z kuchennej szafki wiszące na haczyku klucze od garażu i podał
je Dziadkowi. Coś tam przy tym tajemniczo
szeptali, aż wreszcie niecierpliwa
Zosia podbiegła i przerwała panom niewczesną naradę.
Mmmm…
Czerwcowe przedpołudnie w Kowalu jest czymś najpiękniejszym na świecie, a lody
z Placu Rejtana rzeczywiście nie mają sobie równych. Juleczkowska rodzinka
rozkoszowała się i jednym i drugim, ale przede wszystkim – owym radosnym i
słonecznym wspólnym spacerem, pierwszym od narodzin
Wiktorii.
Po powrocie
zaś do posiadłości…
Ale o tym co czekało na dziewczynki na trawniku
przed domem, a także o tym jaką to jeszcze niecodzienną atrakcję przygotowali
im
na ten dzień ukochani dorośli (oraz kogo zaproszono na podwieczorek), opowiem następnym razem.
na ten dzień ukochani dorośli (oraz kogo zaproszono na podwieczorek), opowiem następnym razem.
Obiecuję.
Prawdziwy dzień dziecka pełen niespodzianek, cudownych prezentów no i ten rodzinny wspólnie spędzany czas :) Skarpetusie mnie zauroczyły, kocham takie dłubanki. Sukienki przepiękne, laleczki wyglądają bardzo odświętnie. Super to wszystko opowiedziałaś Bajarko :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Jesteś ulubionym Gościem juleczkowskich dziewczynek, Anaesko - uwielbiają, kiedy je odwiedzasz. Pozdrawiam Cię w ich imieniu bardzo bardzo serdecznie i zapraszam do kolejnych odwiedzin.
Usuń